moja walka z knausgårdem. recenzja ekspresowa

Jasne, tytuł tego i kolejnych tekstów nie jest wybitnie oryginalny, ale jeszcze nie aż tak wyświechtany, żebym się wstydziła jego użycia. Bo przecież te sześć tomów, cztery i pół tysiąca stron, to nie fraszki Fredry. Nie da się ich też tak łatwo zrecenzować, a na pewno nie na jeden raz. Z tego względu podzieliłam jedenaście stron swoich notatek na trzy zagadnienia: istotę wojny, istotę strategii i relację polityka-wojna. Jest to podział zaczerpnięty z traktatu Carla von Clausewitza „O wojnie”, którego oczywiście nie znam, ale spojrzałam na wpis o nim na wikipedii i stwierdziłam, że będzie dobrze tu wyglądać. Tak, jestem bezczelna. Istota wojny dotyczy poglądów autora na feminizm i Szwecję, istota strategii obejmuje Hitlera, a relacja polityka-wojna zawiera rozważania na temat pisarstwa i dlaczego ta powieść w ogóle powstała.

karl_ove_knausgard_moja_walka

 

Ten tekst nie będzie zachęcać do lub odradzać czytanie „Mojej walki”. Nie napiszę czy warto lub że to strata czasu, nie osądzę, czy Knausgård rzeczywiście jest Proustem dwudziestego pierwszego wieku (po części dlatego, że nie czytałam „W poszukiwaniu straconego czasu”),  czy raczej twórcą wielkiego (ogromnego) bubla. Zresztą, elementy klasycznej recenzji w ogóle się tu nie pojawią, bo nie są pomocne. Ograniczę się do kilku krótkich punktów, które, gdybym recenzowała każdy tom osobno, musiałyby zostać rozbudowane do dwóch i pół tysiąca znaków (średnio tyle wynoszą moje teksty na stronie). Innymi słowy: oto recenzja ekspresowa. W kolejnych tekstach będą cytaty, moje przemyślenia i obrażanie polskich intelektualistów.

karl_ove_knausgard_moja_walka
  •    pierwszy tom opisuje część nastoletnich lat Karla Ovego po rozwodzie jego rodziców oraz słynne sprzątanie domu po zmarłym ojcu

  • drugi tom opisuje zakochanie Karla Ovego w Lindzie i wybrane historie z ich związku

  • pierwsze dwa tomy są moimi ulubionymi, naprawdę czytałam je z zapartym tchem

  • trzeci tom opisuje najwcześniejsze wspomnienia Karla Ovego, a więc głównie przerażające historie o despotyzmie jego ojca

  • trzeci tom trzepał mną tak jak poprzednie dwa, jednak wyparłam go z pamięci; źle znoszę przemoc nad zwierzętami, dziećmi i starszymi ludźmi

  • trzeciego tomu nie będę cytować

  • czwarty tom opisuje pierwsze lata samodzielnego życia Karla Ovego na północy Norwegii, gdzie pracował jako nauczyciel

  • w czwartym tomie zajmował się głównie pisaniem, które mu nie wychodziło, i seksem, który też mu nie wychodził

  •   czwarty tom to moja jedna wielka irytacja

  • gdybym znała Karla Ovego z czwartego tomu w prawdziwym życiu to bym mu przyłożyła

  • piąty tom opisuje studia Karla Ovego i związek z jego pierwszą żoną

  • po lekturze piątego tomu zaczęłam rozumieć, że Karl Ove wcale nie jest pisarzem, nie ma żadnego większego talentu, ale o miłości pisze przepięknie

  • szósty tom zawiera strach przed pozwem, chorobę Lindy, Hitlera i jakieś wynurzenia literaturoznawcze

  • jak nigdy tego nie robię, tak w szóstym tomie przeskakiwałam czasami nawet kilkadziesiąt stron i były to właśnie te eseje na temat tekstów kultury – były nie do strawienia; z drugiej strony najwięcej cytatów pochodzi właśnie z tego tomu.

 

Mniej mi żal dwóch godzin spędzonych na bardzo złym filmie niż dwóch miesięcy z kiepską książką. Ja akurat poświęciłam Knausgårdowi prawie dwa lata, odwiedził ze mną pięć krajów, chociaż głównie dlatego, że się zawzięłam, że postanowiłam, że to przeczytam i basta. Po prostu chcę sobie wpisać w CV, że przeczytałam te sześć tomów, osiągnięcie równie wartościowe jak podawanie kawy w korpo, albo móc opowiadać to podczas spotkań towarzyskich kiedy inne osoby mówią o odkurzaniu swojegona odkurzacza. Jednak nie chcę być odpowiedzialna za podobne przeżycia u kogoś, kto po mojej recenzji sięgnie po „Moją walkę”. W końcu jedyne, za co naprawdę mogę chwalić Knausgårda jako pisarza to jego technika – opanował ją doskonale, świetnie posługuje się językiem. Z jednej strony widać, że jest niezwykle oczytany, z drugiej nie bez kozery określa się go często mianem mistrza pisania o sprzątaniu. Kto chciałby czytać przez dwieście stron o porządkowaniu domu po zmarłym alkoholiku? Cóż, Knausgård umie sprawić, że każdy chce.

 

-Techniczne? Techniczne? Łatwo ci mówić. Ty potrafisz zająć dwadzieścia stron opisem pójścia do kibla i doprowadzić do tego, że ludziom, którzy go czytają, oczy wilgotnieją ze wzruszenia. Jak myślisz, ile osób to potrafi? Ilu pisarzy by to robiło, gdyby tylko umieli? Jak sądzisz, dlaczego ludzie biedzą się, klecąc modernistyczne wiersze, po trzy słowa na każdej stronie? Dlatego, że nic innego nie potrafią.

tom 2, s. 162-163

 

Przy takiej ekspresowej recenzji muszę jeszcze wspomnieć o samym wydawnictwie i przekładzie. Przy każdej okazji chwalę (rzadko ganię) tłumaczy, bo nadal często się ich nie docenia. Iwona Zimnicka dokonała fantastycznej, ogromnej pracy. Ja tam się trochę użerałam z Knausgårdem, ona natomiast nie mogła ominąć tych wszystkich synonimów na pół strony, zdań milionowozłożonych i esejów literaturoznawczych. Poza tym, jestem fanką każdej serii, która ma usystematyzowany i zharmonizowany system okładek. Nic na razie nie przebija estetyki książek Milana Kundery wydawnictwa W.A.B., ale nadal sześć tomów „Mojej walki” ładnie wygląda na półce. Nie są to zgrabne baletnice tylko raczej burdelmamy. W życiu warto poznać obie. Jedynym moim zastrzeżeniem jest wydanie ostatniej części – zmniejszono czcionkę i użyto cieńszego papieru, co pewnie wynika z ilości stron, jednak obniżyło to komfort czytania.

 

Szczerze mówiąc, gdy zaczynałam czytać „Moją walkę” nie myślałam o recenzowaniu jej później. Ten tekst i kolejne są po prostu wynikiem wkurwu na wszystkich polskich krytyków, którzy wypowiedzieli się na temat powieści i jej autora. Mówili o poglądach Knausgårda na feminizm, o jego mazgajstwie/męskości/jej braku, o Hitlerze, o tym jaki to wysiłek został włożony w napisanie sześciu tomów, o pozwie, o chorobie żony, a ci bardziej ambitni (pozdrawiamy Krzysztofa Vargę) zastanawiali się nad istotą tej powieści. Czy to autobiografia? Czy możemy wierzyć we wszystko? Czy „Moja walka” rzeczywiście oddaje rzeczywistość (do you see what I did there)? Czy to jednorazowy sukces Norwega, bo pomysł był jednorazowy i nikt tego nie powtórzy?

 

Do części tych zagadnień nawiążę, jednak mało mnie obchodzi prawdziwość wydarzeń w „Mojej walce”. Karl Ove Knausgård podał mi życie człowieka, jego historię, najintymniejsze szczegóły, przemyślenia wobec bliskich, które większość z nas miewa, ale nikt nie powie ich na głos. Znam bohatera tej powieści lepiej niż siebie samą, nawet jeśli wszystko jest zmyślone. Czytanie tych sześciu tomów było niczym niekończąca się sesja Napoleona u psychologa, podczas której żadna ze stron nie chce wyleczyć tej drugiej. Jeśli ktoś chce to przeżyć tylko po to, by wypominać Knausgårdowi historię o tym, jak to jako dziecko wetknął swojego penisa do butelki ze śmietniska, to chyba będzie jedyny przypadek, kiedy mogę zasugerować odpuszczenie sobie tej powieści