sonata jesienna w teatrze warsawy. przejmujący dramat w ciężkostrawnej formie

Jak tylko pojawia się jakiś skandynawski tekst kultury w Polsce, to w miarę możliwości staram się z nim zapoznać. Dlatego też poszłam na Moją Walkę, no bo trzeba, no bo jak to, jakiś Polak wystawia Knausgårda w teatrze. Sonata jesienna mniej dziwi, bo w końcu powstała po to, by ją wyreżyserować. A więc nie dość, że ponownie mam namiastkę Skandynawii na wyciągnięcie ręki, to jeszcze tekst napisał Ingmar Bergman, nie tylko po prostu jedna z najwybitniejszych postaci kina na świecie, ale też ważny dla mnie personalnie twórca. Zawsze to jakieś usprawiedliwienie na wypadek, gdyby coś poszło nie tak – zawsze mogłabym sobie powiedzieć, że przynajmniej obejrzałam szwedzką sztukę, w dodatku Bergmana. I niestety musiałam sobie to powtórzyć po spektaklu, by nie żałować.

źródło: http://www.rdc.pl

źródło: http://www.rdc.pl

HISTORIA

Ingmara Bergmana raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Filmy takie jak Siódma pieczęć, Fanny i Alexander czy Tam gdzie rosną poziomki są znane każdemu fanowi (i fance!) kina. Oprócz stania za kamerą bardzo często był także odpowiedzialny za scenariusz. Tak było w przypadku Sonaty jesiennej, która powstała w 1978 roku. Jest to historia Charlotte, słynnej pianistki, która skupiła się na karierze, często zostawiała rodzinę, by móc jeździć po świecie i dawać koncerty. Teraz jedna z jej córek, Eva z mężem Viktorem zapraszają ją do swojego domu w jednej z norweskich parafii. W filmie wystąpiły między innymi Ingrid Bergman i Liv Ullman, które wcieliły się w Charlotte i Evę, matkę i córkę. W reżyserii Kuby Kowalskiego w Teatrze WARSawy zagrały je odpowiednio Aleksandra Justa i Weronika Nockowska. Oprócz nich w spektaklu wystąpił Wojciech Solarz jako Viktor i Katarzyna Chmielewska jako druga córka Charlotte, Helena.

Kiedy widzowie wchodzą do sali, Eva krząta się po scenie, Helena siedzi pod ścianą, a Viktor ukrywa się wśród publiczności. Jego wyjście przed widzów i krótki monolog rozpoczynają spektakl. Opowiada o poznaniu Evy i o tym, jak się pobrali. To jego główna kwestia w całym przedstawieniu. Przez kolejne półtorej godziny znajduje się obok Evy albo zupełnie znika ze sceny. Cała historia rozgrywa się między Evą i Charlotte. Od razu można wyczuć sztuczność relacji między matką a córką, z początku bardzo uprzejmej i ciepłej. Charlotte jest może nieco bardziej prawdziwa w swoim zakłamaniu, ale tylko dlatego, że już od dawna jest to jej wyuczone zachowanie. Jest kobietą światową, znaną pianistką, piękną, elegancką, wydaje się kochana i kochająca, może trochę zbyt nerwowo się śmieje. Eva ukrywa swoją urodę i młodość, hamuje się, ustawia się w pozycji poddańczej wobec matki, której po prostu chce zaimponować, sprawić, żeby była dumna.

Sztuczno-przyjemna atmosfera zostaje zaburzona, kiedy Eva oznajmia Charlotte, że Helena jest w domu. Druga córka okazuje się mieć problemy psychiczne i kiedy była młodsza, matka oddała ją do pewnego zamkniętego ośrodka. Teraz, kiedy przebywa u Evy, Charlotte najpierw jest wściekła, potem próbuje przywrócić tę swoją maskę sympatii, ale szybko okazuje się, że nie wie jak rozmawiać z córką. Jest to jedna z sytuacji, które zaburzają wątłą równowagę. Widz widzi te kolejne rysy i czuje, że musi dojść do pęknięcia. Centralny punkt sztuki, wielka, emocjonalna kłótnia między Evą a Charlotte wydaje się wybuchnąć znikąd.

Katarzyna Chmielewska, Weronika Nockowska, Aleksandra Justa, Wojciech Solarz, źródło: http://www.e-teatr.pl/

Katarzyna Chmielewska, Weronika Nockowska, Aleksandra Justa, Wojciech Solarz, źródło: http://www.e-teatr.pl/

KŁÓTNIA

Sztuczno-przyjemna atmosfera zostaje zaburzona, kiedy Eva oznajmia Charlotte, że Helena jest w domu. Druga córka okazuje się mieć problemy psychiczne i kiedy była młodsza, matka oddała ją do pewnego zamkniętego ośrodka. Teraz, kiedy przebywa u Evy, Charlotte najpierw jest wściekła, potem próbuje przywrócić tę swoją maskę sympatii, ale szybko okazuje się, że nie wie jak rozmawiać z córką. Jest to jedna z sytuacji, które zaburzają wątłą równowagę. Widz widzi te kolejne rysy i czuje, że musi dojść do pęknięcia. Centralny punkt sztuki, wielka, emocjonalna kłótnia między Evą a Charlotte wydaje się wybuchnąć znikąd.

Eva przez lata gromadziła w sobie pretensje do matki, które teraz nagle zaczęła wykrzykiwać i wypłakiwać. Bardzo kochała Charlotte i podziwiała ją, ale czuła się porzucona i zaniedbana. Chciała być taka jak matka, ale ta wolała jeździć po świecie i zdradzać męża. Doprowadziła do rozpadu młodzieńczego wielkiego związku Evy i ofiarowała jej tylko ciągłą krytykę. Charlotte próbowała odeprzeć zarzuty i tłumaczyć się, ale jak to bywa u Bergmana, nie jesteśmy w stanie niczego zweryfikować, uzasadnić, racjonalnie wesprzeć którąś ze stron. Możemy tylko czuć.

 

Aleksandra Justa, Weronika Nockowska, Wojciech Solarz, Katarzyna Chmielewska, źródło: https://wawalove.wp.pl

Aleksandra Justa, Weronika Nockowska, Wojciech Solarz, Katarzyna Chmielewska, źródło: https://wawalove.wp.pl

SUROWOŚĆ

Kłótnia między Evą a Charlotte była najbardziej poruszającą sceną, ale niestety jedyną, która wzbudziła moje zainteresowanie. Nie chcę być źle zrozumiana – kłótnia nie zwracała uwagę, bo nagle dwie osoby zaczęły na siebie krzyczeć, ale dlatego, że była wypełniona genialnie skonstruowanymi dialogami, słowami pokazującymi ogromne uczucia, miłość tak intensywną jak nienawiść. Jednak pamiętam tę scenę przede wszystkim nie dlatego, że jej konstrukcja przyćmiewała wszystkie pozostałe, ale po prostu reszta przedstawienia jest męcząca. Mam wrażenie, że reżyser chciał zachować pewną surowość formy, jednak o ile świetnie mogło to wyjść w filmie, o tyle w teatrze jest to nużące, aktorzy wydali się być sztywni i zestresowani, a dialogi wyuczone. W scenie kłótni udało się to wszystko odrzucić i każdy element był genialny. Nockowska przejęła mnie swoją grą do tego stopnia, że naprawdę oderwałam się od bycia w teatrze i słuchałam prawdziwych wyznań głęboko zranionej córki, która nadal bezsensownie kochała swoją matkę. Justa świetnie oddała charakter swojej bohaterki przez cały spektakl, natomiast Solarz zupełnie nie mógł się wykazać, bo sam scenariusz nie zostawił mu wielkiego pola. Natomiast niezaprzeczalnie jestem zachwycona Chmielewską i tym, co zrobiono z jej postacią. Nie wypowiedziała ani słowa, a to jej rolę zapamiętałam jako najciekawszą. Wykonywała magnetyzującą jogę na kolejnych stołach, ustawionych na scenie, a bywały momenty, kiedy zupełnie nie słuchałam dialogów dziejących się obok, tylko pochłaniałam jej ruchy.

Reżyser podjął się trudnego zadania, które wydawało się proste. Każda historia opowiedziana przez Bergmana jest niesamowitą, prawie zawsze bolesną opowieścią o ludziach. Mam do niego trochę pretensje o to, jak rąbie na kawałki postacie kobiece, jednak w tak intensywnie ponury sposób pokazuje naturę ludzką. A jak już zabłysnęłam w towarzystwie stwierdzeniem, że kobieta ma w sobie coś z człowieka, to historia Evy i Charlotte może być przejmująca. Nieuchwytność uczuć jest zaletą Bergmana, świadczącą o jego geniuszu. Widz nie czuje się źle, bo właśnie zobaczył a, b albo x, tylko po prostu ma w sobie pewne wrażenie, pewnie myśli. A jednak po spektaklu w Teatrze WARSawy wiem, co mnie boli i dlaczego, więc coś poszło nie tak.

źródło: http://teatrwarsawy.pl

źródło: http://teatrwarsawy.pl